Prokom w elicie, czyli śmiech przez łzy
Written by Administrator   
Wednesday, 21 January 2009 12:10
Zobacz powiększenie
 
Mistrz Polski Asseco Prokom Sopot awansował do Top 16 Euroligi wygrywając zaledwie 20 proc. spotkań w grupie. To najgorszy wynik dający promocję w historii rozgrywek.
Cieszyć się z awansu do Top 16 czy załamywać ręce nad stylem i wynikami? Przede wszystkim cieszyć! Miejsce w gronie 16 najlepszych drużyn Europy należy uznać za sukces - dotychczas w ośmiu startach polskich zespołów w tym elitarnym gronie, udało się to tylko dwukrotnie (Prokom 2005 i 2007). Oznacza to, że przez kolejne dwa miesiące do Trójmiasta będą przyjeżdżać najlepsi z najlepszych - zachowując odpowiednie proporcje: Prokom w Top 16 to jak piłkarski mistrz Polski w Lidze Mistrzów
 
Tomas Pacesas - młody stażem trener - stworzył niedoświadczony zespół o średniej wieku 26,2, który został zbudowany za ok. 11 mln złotych, czyli za sumę trzykrotnie niższą niż w poprzednich latach. Jego poprzednik Eugeniusz Kijewski za wielkie pieniądze miał wówczas do dyspozycji zespoły z gwiazdami, które w Eurolidze spisywały się poniżej oczekiwań. Pacesas osiągnął wytyczony cel, a na dodatek regularnie dawał szansę gry 22-letniemu Przemysławowi Zamojskiemu, który jest jednym z największych polskich odkryć tego sezonu.

Ale i załamywanie rąk jest uprawnione. Sopocianie "wywalczyli" awans po zaledwie dwóch wygranych w 10 spotkaniach, po 7 porażkach z rzędu, prymitywnym stylem gry, a na dodatek po zagadkowej ostatniej kolejce, którą wyraźnie odpuścili i w 100 proc. zdali się na wyniki rywali.

Na środowy mecz do Aten (porażka z Panathinaikosem 53:75) Prokom udał się bez trójki najlepszych zawodników (David Logan, Daniel Ewing i Pat Burke) oraz Pacesasa. Wykluczyły ich choroby, kontuzje i drobniejsze urazy, ale bez dużego ryzyka można założyć, że gdyby ostatni mecz Prokom musiał wygrać, a rywal byłby w zasięgu mistrzów Polski, to sopocianie zagraliby w komplecie.

Po losowaniu grup wiadomo było, że grupa B to trójka faworytów (Panathinaikos, Barcelona i Montepaschi Siena) oraz trójka słabeuszy (Prokom, Żalgiris Kowno i SLUC Nancy). W zmienionym od tego sezonu formacie rozgrywek ustalono, że z sześciozespołowych grup awans uzyskają po cztery najlepsze zespoły. Kluczem do promocji Prokomu była skuteczna walka z Żalgirisem i Nancy.

W pierwszej rundzie sopocianie spotkania z tymi rywalami rozegrali na własnym parkiecie - rozgromili 91:62 drużynę z Francji i wymęczyli wygraną 65:60 z Żalgirisem. Wymęczyli, bo rozbici od początku sezonu organizacyjnie i finansowo Litwini jeszcze po trzech kwartach remisowali w hali Olivia 44:44. Prokom wygrał, bo świetną skuteczność zaprezentował Ewing (5/8 za trzy), a goście fatalnie spisywali się z linii rzutów wolnych (8/19).

Przykład Ewinga dobrze ilustruje grę sopocian w Eurolidze - taktyka była prosta i polegała na indywidualnych akcjach obwodowych. Ewing i Logan oddali 43 proc. rzutów całego zespołu w 10 meczach i zdobyli 42 proc. punktów. Te statystyki akurat nie rażą, ale sposób gry Prokomu już mógł.

Trener Pacesas słowo "walka" odmieniał przez wszystkie przypadki przed każdym spotkaniem i rzeczywiście - inaczej niż za kadencji Kijewskiego - Prokom niemal w każdym meczu walczył do końca. Utytułowani rywale kontrolowali grę, ale sopocianie próbowali gryźć parkiet. Próbowali jednak, a nie gryźli, a na dodatek w ich grze nie widać było wartości dodatkowej, czyli albo niekonwencjonalnej próby zaskoczenia rywala, albo przemyślanych i metodycznych akcji w ataku. Tego zabrakło w przegranych wyjazdowych spotkaniach w Nancy i Kownie.

W rewanżowych spotkaniach ze "słabeuszami" Prokom zawiódł. W Nancy mistrzowie Polski prowadzili (dzięki trójkom) 69:67 na 140 sekund przed końcem, ale w końcówce zupełnie się pogubili i przegrali 70:78. W Kownie sopocianie przegrali początek drugiej połowy i w końcówce nie mieli szans na wygraną - przegrali 68:79. 

Ale mimo tych dwóch porażek Prokom triumfował - mistrzowie Polski mieli najlepszy bilans w tzw. małej tabelce uwzględniającej wyniki pomiędzy Prokomem, Nancy i Żalgirisem. W trzech pozostałych grupach, aby uzyskać awans należało odnieść przynajmniej pięć zwycięstw, czyli wygrać 50 proc. spotkań - zakładamy, że Alba Berlin pokona w czwartek najsłabszą w grupie C Olimpiję Lubljana i osiągnie właśnie taki bilans.

Jak grali zawodnicy Prokomu? Logan znalazł się na drugim miejscu wśród najlepszych strzelców (średnia 17,3 punktu na mecz), ale za trzy trafiał tylko z 27 proc. skutecznością i miał po 3 straty w meczu. Ewing w tabeli strzelców jest 11. (14,4), jego skuteczność była lepsza niż Logana, ale liczbę asyst miał niską (2,6). Choć trzeba przyznać, że taktyka polegająca na indywidualnej grze obwodowych, zespołowym akcjom nie sprzyjała.

Dobre mecze miewali Ronnie Burrell i Filip Dylewicz, a pod koszem skutecznie walczył doświadczony środkowy Pat Burke. Irlandczyk z przeciętną 6,4 zbiórki na mecz jest 14. w tym elemencie w rozgrywkach, choć jego średnią znacznie zawyża aż 20 zbiórek z wyjazdowego meczu z Żalgirisem.

Pocieszać się można regularną grą 22-letniego Zamojskiego, który w 8 meczach zagrał przeciętnie po 12 minut, a z Barceloną zdobył 8 punktów w 20 minut. Doświadczenie czołowego polskiego zawodnika młodego pokolenia w takich rozgrywkach jest nieocenione.

Losowanie Top 16 odbędzie się w poniedziałek 19 stycznia w Barcelonie. Druga faza Euroligi rozpocznie się 28 stycznia i potrwa do 12 marca. Tu każda wygrana Prokomu będzie wielkim sukcesem.

Najgorsi z awansem

sezonklubprocent zwycięstw
2008/09*Prokom20
2007/08trzy drużyny43
2006/07Prokom36
2005/06Ulkerspor36
2004/05TAU Ceramica43
2003/04trzy drużyny43
2002/03trzy drużyny43
2001/02cztery drużyny57
*rywalizacja toczyła się w grupach sześcio, a nie ośmiozespołowych

Więcej o PLK w serwisie Sport.pl czytaj tutaj »

Â